Friday, October 31, 2014

The beauty of Polish autumn

I love fall. 
The falling leaves.
The colorful trees.
The crisp morning air.
Mushrooms, berries,
Apples, plums and pears.
I do love fall.

Polish fall this year is all that and more. It's sunny, warm and colorful. I am really happy that we can enjoy all the fall colors. In Taiwan there is no fall and no spring - there is only hot summer-humid season and cold winter-wet season. Not much changes in the nature. Some trees loose leaves, but you don't see the changing colors, everything is brown.
Years ago I was lucky enough to enjoy beautiful fall in another part of the world, in Seattle (USA). It's really breathtaking. One has to go there and see it!








Monday, October 27, 2014

O pewnym tajwańskim malarzu


Czas na drugi wpis w drugiej edycji "Dziecko na Warsztat". Tym razem tematem przewodnim jest 

wybitna lub znana osoba 

kraju, w którym się mieszka, czyli w naszym przypadku Tajwanu.


Nie musieliśmy daleko szukać - tak się składa, że w rodzinie mojego męża jest kilka wybitnych osobistości zarówno w świecie polityki jak i kultury, a i my sami (szczególnie moja najstarsza córka, Zosia) bywamy rozpoznawani na ulicy, w sklepie, w metrze czy w autobusie.
Zosi zdjęcia olbrzymich rozmiarów "zdobią" niejedną stację metra w stolicy Tajwanu, Taipei.



Jednak nie zamierzam rozpisywać się o mojej córce. :-)

Chciałabym natomiast przedstawić wszystkim postać wybitnego malarza tajwańskiego,

Chen Huikun
(Chen Houei Kuen)
陳慧坤

Zosia i Jaś od najmłodszych lat spotykali tego "pana" wiele razy z okazji różnych zlotów rodzinnych. Byli jednak za mali by zdawać sobie sprawę z tego kim ten "pan" jest. Podziwiali jedynie jego wiek, miał 100 lat.
Dzięki temu warsztatowi udało mi się przybliżyć postać Chen Huikun 陳慧坤 moim dzieciom. Niestety nie jesteśmy teraz na Tajwanie, więc nie możemy porozmawiać z tajwańskim dziadkiem na temat jego kuzyna. Jednak przed wyjazdem dokładnie przeglądnęliśmy olbrzymi album z reprodukcjami obrazów Chen Huikun i tak dowiedzieliśmy się

kim był Chen Huikun 陳慧坤.

Urodził się w 1907 roku na Tajwanie, w małej miejscowości - Longjing 龍井 (Smocza Studnia), z której wywodzi się ród Chen'ów, czyli rodzina dziadka Zosi i Jasia.
Zmarł nie tak dawno, bo w 2011 roku, miał więc 104 lata!

Obrazy Chen Huikun znajdują się w największym muzeum sztuki na Tajwanie, Fine Arts Museum 國立台灣美術館. Chen Huikun był nie tylko znakomitym artystą malarzem, ale również przez ponad 40 lat profesorem sztuki na jednym z tajwańskich uniwersytetów.

Gdy Chen Huikun miał 17 lat postanowił zostać malarzem. W tamtych czasach Tajwan był pod okupacją japońską i by otrzymać artystyczne wykształcenie należało udać się do Japonii. Chen Huikun studiował na słynnej Tokio School of Arts. Był pierwszym studentem, który na egzaminach wstępnych otrzymał najwyższą ocenę 100.
W Japonii zainteresował sią malarstwem zachodnim, a szczególnie impresjonizmem. Jego wielkim marzeniem był wyjazd do Paryża. Jednak dopiero w 1960 roku marzenie jego spełniło się i mógł odwiedzić Francję. W latach późniejszych bywał tam jeszcze wielokrotnie.
Chen Huikun malował głównie obrazy olejne, próbował również innych technik - gwaszu, akwareli i tuszu. Interesował się impresjonizmem, kubizmem, malarstwem japońskim.


Cóż tu dużo pisać ... niech obrazy przemówią same za siebie.

Portrety rodzinne:

Autoportret z żoną
Portret córki, Chen Yuxiu, byłej tajwańskiej minister kultury i znanej pianistki.


Malując tajwańskie pejzaże Chen Huikun posługiwał się różnymi technikami i stylami malarskimi:

碧潭 Bitan (niedaleko naszego domu)


Wybrzeże tajwańskie

Jiufen 九份 (1966) - o tej miejscowości pisałam w ramach poprzedniego warsztatu.


http://archives.lib.ntnu.edu.tw/exhibitions/chenhoueikuen/img/painting/tw/cca100011-fa-egi03861-0001-i.jpg
十分瀑布 Wodospad Shifen (1977)

玉山 Góra Jadeitowa (1972) - najwyższa góra na Tajwanie (prawie 4000 m n.p.m.)
 
野柳 Yeliu (1978) - o tym miejscu również wspominałam w poprzednim warsztacie.

W czasie podróży zagranicznych Chen Huikun uwieczniał również pejzaże miejsc, które odwiedzał.

Alpy (1973)

Tower Bridge w Londynie

Wodospad Niagara (1995)

Chen Huikun malował również kwiaty:




Żałuję bardzo, że dzieci (i ja również) nie zdążyliśmy bliżej poznać tegoo wspaniałego artysty. Jednocześnie dziwię się bardzo, że rodzina męża nigdy o nim nie wspomina. I choć w ciągu ostatnich lat było wiele wystaw poświęconych jego twórczości, nikt nigdy ich nie odwiedzał. Cieszę się, że dzięki temu warsztatowi udało nam się bliżej poznać wujko-dziadka dzieci :-)

Pamiętajcie o odwiedzeniu innych blogów biorących udział w warsztatach.
A następny warsztat już za miesiąc - tym razem będziemy poznawać sztukę Afryki.

Friday, October 24, 2014

Rozdwojenie jaźni


Ostatnimi czasy coraz częściej cierpię na rozdwojenie jaźni ...
... nie wiem w jakim języku mam pisać na blogu.
Czy ktoś się jeszcze nad tym zastanawia?
Czy więcej osób dwujęzycznych ma ten problem?

Na początku nie myślałam o tym, 
większość moich czytelników była angielsko lub chińskojęzyczna.
Na początku też głównym tematem podejmowanym przeze mnie była edukacja domowa, zajęcia z dziećmi i nasze podróże.
Większość "obserwatorów" była angielskojęzyczna.

A teraz?
Coraz częściej odbiegam od tematyki bloga i chociaż nadal piszę o dzieciach, to niekoniecznie o homeschoolingu.
Częściej też piszę po polsku, a nowe obserwatorki :-) są w przeważającej większości polskojęzyczne
 i nawet czasami zostawiają komentarze ... po polsku.

A więc co mam zrobić?
Pisać więcej po polsku, czy po angielsku?
A może przestawić się na chiński?
 Czy też dalej kontynuować mieszankę polsko-angielską?

Owocowe video - pomelo

Czas zapoznać się z kolejnym pysznym egzotycznym owocem bardzo popularnym na Tajwanie - 
POMELO, 
czyli pomarańcza olbrzymia.


Już po nagraniu i zedytowaniu filmiku dowiedziałam się, że pomelo dostępne w Polsce są bardziej okrągłe. No cóż, na Tajwanie mają taki właśnie gruszkowaty kształt :-) .

Thursday, October 23, 2014

University of Hong Kong and Umbrella Revolution





While in Hong Kong attending the Education Conference we stayed at the University of Hong Kong.
The university is located on a hill, which means that without knowing the shortcuts and the location of elevators and escalators one keeps hiking and going up and down the stairs all the time, pretty tiring I must say.



We stayed at Robert Black College. The rooms were nice and clean, equipped with everything that one needs for a few days long stay. The breakfast was also not bad (choice of English, Chinese or waffles + a small buffet).



The problem was getting anywhere from the university as no buses go into the campus and the underground is still under construction (as many other buildings). Not many taxi drivers want to drive people into the university, so getting back to the college at night was a bit of a problem.

 

Another quite inconvenient thing about University of Hong Kong was that there were practically no restaurants or shops. The only convenience shop on campus closed at 7pm on Friday and reopened at 10am on Monday! The food in the only cafeteria that we managed to find was really horrible and ordering it was very complicated. Well ... good we didn't have to eat there often.



Just two weeks before our visit to Hong Kong the so called Umbrella Revolution started.
(You can read about it on Wiki: in English and/ i po polsku)
We could still see the barricades and groups of protesters on the streets and well as posters and equipment used by students during the protests.




Here are some photos Zosia took at the Mong Kok barricades: