Tuesday, August 30, 2016

Pierwszy dzień szkoły?

Coś nie tak?
Pierwszy dzień szkoły?
Przecież moje dzieci nie chodzą do szkoły, szkołę mają w domu i wszędzie tam gdzie w danej chwili są.
Ale jednak ... Podobnie jak Zosia i Jaś, tak i Ania poszła na rozpoczęcie roku szkolnego w szkole, w której jest zarejestrowana. *

Ania została przypisana do pierwszej klasy nr 2. W sumie w szkole są cztery pierwsze klasy (o połowę mniej niż było 13 lat temu, gdy Zosia zaczynała tę samą szkołę). W klasach jest po 27-28 uczniów, ze znaczną przewagą chłopców.
Szkoła jest w centrum Taipei i liczy już 99 lat. Ma 4 budynki połączone zewnętrznymi korytarzami. Po środku jest bieżnia, trawiaste boisko, boiska do koszykówki i plac zabaw dla przyszkolnego przedszkola.



Są dwa wejścia do szkoły: tylne jest otwarte jedynie przed 8:00 rano, o 12:00 i o 16:00. Przy bramie głównej jest stróżowka, gdzie zawsze są strażnicy, którzy mają obowiązek sprawdzać wszystkich wchodzących po 8:00 rano do szkoły.

Przed głównym wejściem do szkoły, ale już za bramą.

Korytarz na parterze.

Pierwszego dnia nowego roku szkolnego jedynie pierwsze klasy nie miały zajęć. Reszta dzieci od rana do 12:00 (klasy 1-2) lub 16:00 (klasy 3-6) miała już (prawie) normalne lekcje.

Jak wyglądało rozpoczęcie roku szkolnego dla maluchów (i ich rodziców/opiekunów)?

Dzieci zebrały się w klasie. Ławki były oznaczone imionami dzieci, ale miejsca dla Ani nie było. Dlaczego? Bo jak pani wychowawczyni zadzwoniła do tatusia, to ten nic nie wspomniał o tym, że Ania przyjdzie pierwszego dnia do szkoły. Jednak ławka dla Ani szybko się znalazła i mogła usiąść z innymi dziećmi.



Czekając na spóźnialskich dzieci dostały kredki i obrazek do kolorowania. Dzięki temu w klasie było w miarę cicho i spokojnie. Gdy już wszyscy się pojawili, to nastąpiło przyporządkowywanie dzieciom ich stałych numerków i miejsc. Dzieci ustawiły się w dwa rzędy (jeden rząd dziewczynek, drugi chłopców) od najniższego do najwyższego. Najniższa dziewczynka dostała numerek 1 i tak dalej, a najniższy chłopiec 21i tak dalej. Pełny numer dziecka z tej klasy to jest więc np 10201, gdzie 10 oznacza pierwszą klasę, a 2 "drugą klasę spośród pierwszych klas" (czyli w Polsce byłaby to klasa 1b). (Ania numerka nie dostała :-) ) Dzieci dostały również swoje numerki do przyprasowania na mundurkach. (Ania mundurka nie potrzebuje.) Następnie dzieci dostały nowe miejsca - siedzą parami, chłopiec-dziewczynka, najniższe z przodu, najwyższe z tyłu. (Ania siedzi z przodu, bo raz, jest niska, a dwa jej miejsce będzie dostawiane jak będzie się w szkole pojawiać.)

Krzesło było za daleko od ławki i dość ciężkie, więc Ania nie wiedziała jak je przysunąć.

Po tym zamieszaniu ze zmianą miejsc nadszedł czas na zabawę w szkolnej auli. Wchodząc do auli dzieci przechodziły przez bramę z zawieszoną ... zieloną cebulką i selerem naciowym! Skąd taki pomysł? Otóż znak oznaczający zieloną cebulkę czyta się tak samo jak znak oznaczający mądrość, a znak na seler naciowy czyta się jak znak na pracowitość. Ot i gra słów/znaków w języku chińskim. Gotta love it!



W auli dzieci usiadły przy scenie na podłodze, a dorośli pod ścianami na krzesłach. Pan dyrektor przywitał się ze wszystkimi i opowiedział dzieciom historyjkę po której zadał wszystkim kilka pytań, Zosia i ja byłyśmy zajęte pewnie telefonami i nie za bardzo słuchałyśmy. Dopiero później okazało się, że Ania jako jedna z trójki dzieci odpowiedziała na pytanie pana dyrektora i dostała za to prezencik - kredki.


Nadszedł czas na część ... artystyczną, a raczej muzyczno-skaczącą. Rodzice (w naszym wypadku starsza siostra) zostali zaproszeni do wspólnej zabawy z dziećmi.




Na koniec był czas na pierwsze zdjęcie klasowe:



Po zabawie dzieci z nauczycielkami rozeszły się do klas, gdzie ... nie wiem co robiły, a rodzice poszli na pogadankę. Nudy straszliwe, ale przynajmniej można było wygodnie usiąść w klimatyzowanej sali.

Pan dyrektor, całkiem miły.
Koniecznie chciał z nami rozmawiać po angielsku.

Każde z dzieci dostało mały upominek ze szkoły. Ciekawa zbieranina rzeczy, ale ... każda z nich ma swoje znaczenie.




Oto "chińskie" mądrości:
Ołówek - by co dzień zapisywać swoje postępy.
Gumka - każdy popełnia błędy, nic nie szkodzi, można wytrzeć i poprawić.
Chusteczki - gdy komuś jest smutno można mu otrzeć łzy.
Czekoladka - gdy jest smutno, to poprawi humor.
Moneta - ma przypominać, że każde dziecko ma swoją wartość i jest jedyne w swoim rodzaju.
Guma do żucia - należy wytrwale dążyć do celu by coś osiągnąć (guma może nie mieć już smaku, ale i tak można z niej zrobić balon).

Na koniec odwiedziliśmy nauczycieli Zosi. Bardzo się ucieszyli widząc ją. Porozmawialiśmy chwilkę i po wspólnym zdjęciu Zosi i Ani opuściłyśmy mury szkolne.



* Na Tajwanie dzieci uczące się w systemie edukacji domowej muszą być zarejestrowane w rejonowej szkole. Są tam na liście uczniów i są przypisani do konkretnej klasy i nauczyciela. Po uprzednim porozumieniu z nauczycielem mogą chodzić do szkoły jeden lub dwa dni w tygodniu lub na określone lekcje. Pełna swoboda i wygoda.

3 comments:

  1. Bardzo mi sie podoba woreczek z upominkami! Swietna sprawa, madre przeslanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sporo takich "symbolicznych" prezentów czy też rzeczy jest na Tajwanie. :-)

      Delete
  2. Kto te wszystkie prezenty wykonał ?

    ReplyDelete