Sunday, March 22, 2015

Edukacja domowa - Jak my to robimy?

Często inne uczące w domu mamy lub też rodziny przygotowujące się do edukacji domowej zadają mi pytanie - jak ja to robię, jak uczę trójkę dzieci w tak różnym wieku, o tak różnych zainteresowaniach i to jeszcze w dodatku w trzech językach?
Nie dalej jak przedwczoraj pytanie to zadała mi Buba z Bajdocji na swoim arcyciekawym blogu Bajdocja.

Na samym wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie jesteśmy rodziną idealną, dzieci nie są aniołkami, nie są też wybitnie inteligentne czy uzdolnione, ja z mężem nie jesteśmy wszystkowiedzący, mamy swoje wady, też potrafimy się zdenerwować. Jesteśmy po prostu normalną rodzinką wychowującą dzieci w wielokulturowym i wielojęzykowym środowisku.


Podział zadań w naszej rodzinie:
Mówiąc o nas, rodzicach, w naszej domowej szkole śmiejemy się, że tata jest dyrektorem, a ja nauczycielką. Tata załatwia wszystkie papierkowe sprawy związane z ED, często pomaga otworzyć zamknięte drzwi. Dzięki niemu ja mam pełen komfort spokojnego nauczania. Ja z kolei zajmuję się przygotowywaniem lekcji, uczeniem dzieci i egzekwowaniem tego czego miały się nauczyć. Decyzje o wszelkich zajęciach dodatkowych czy też lekcjach grupowych są podejmowane wspólnie z dziećmi.

Rodzinne dyskusje:
Dzieci mają dużo do powiedzenia w naszym domu, liczymy sie z ich opinią, wysłuchujemy ich pomysłów i propozycji. Przed rozpoczęciem nowego projektu zawsze pytam się dzieci czy w ogóle są zainteresowane danym tematem. Kilka lat temu byłam pewna, że Jasiowi spodoba się pomysł projektu o Wikingach, jednak okazało się, że Jaśka ten temat zupełnie nie interesuje.Tak jak Zosi zupełnie nie interesowały dinozaury.

Zajęcia dodatkowe:
Wspólnie z dziećmi ustalamy również na jakie dodatkowe zajęcia je zapisać. Dawniej dzieciaki chciały chodzić na wszystko - łyżwy, pływanie, muzykę, plastykę, taniec - i to wszystko razy dwa (bo dwójka dzieci była). Nie dość, że takie zajęcia kosztują majątek, to jeszcze dni w tygodniu na wszystkie nie starcza. Tak więc przed terminem zapisów zawsze mieliśmy rozmowę, co je najbardziej interesuje, co najbardziej lubią. I tak przez całą szkołę podstawową Zosia chodziła na zajęcia z muzyki, tańca i trenowała łyżwiarstwo figurowe. Poza tym od czasu do czasu przez kilka tygodni chodziła na plastykę, basen, do harcerstwa. Jasiek z kolei od wielu lat chodzi na muzykę (pianino) i plastykę, rok temu, po 6 latach, skończył z tańcem.

Jak to jest teraz? 
Ania (4 lata) - zajęcia umuzykalniające po chińsku i angielsku, plastyka
Jaś (12 lat) - muzyka (pianino), saksofon, piłka nożna, tenis, plastyka
Zosia (17 lat) - zajęcia na uniwerku raz w tygodniu, tenis, zajęcia z modelingu

Lekcje w domu vs poza domem:
Na Tajwanie jest możliwość zapisu dzieci edukowanych w domu na zajęcia grupowe z innymi homeschoolersami. Zajęć tych jest do wyboru do koloru. Jeszcze kilka lat temu nie było dużego wyboru, bo też dzieci uczonych w domu było niewiele. Teraz można zapisać dzieci na matematykę, chiński, science, przyrodę, angielski, plastykę i to na wszystkich poziomach, od szkoły podstawowej po liceum. Swego czasu Zosia chodziła na chiński, science, przyrodę, zajęcia fotograficzne i coś tam jeszcze. Przeważnie jednak po kilku tygodniach rezygnowaliśmy z tych zajęć, gdyż logistyka zawożenia-przywożenia i zajęcie Jasia w czasie lekcji Zosi wykańczały mnie. Mieszkamy za daleko od miasta, by móc dzieci codzinnie dowozić na zajęcia. Teraz Jaś spędza jeden dzień w tygodniu ucząc się z innymi homeschoolersami science i programowania komputerowego. I chociaż zajęcia te odbywają się bardzo daleko od domu, to Jaś jest już na tyle duży, że mośe sam wracać do domu.
Już jakiś czas temu zauważyliśmy (i dzieci i ja), że dużo lepiej uczy nam się, gdy jesteśmy cały dzień w domu, nigdzie nie musimy się spieszyć. Wtedy mamy czas nie tylko na naukę, ale i na dłuższy spacer z psem, wspólne gotowanie lub pieczenie, zabawę na dworze.

Planowanie lekcji:
Według mnie planowanie to podstawa, szczególnie gdy dzieci są już trochę starsze. Do zaplanowania lekcji na semestr/rok używam programu Homeschool Tracker. Jest idealny - pod każdym przedmiotem wpisuję odpowiednie strony z podręczników, ćwiczeń i książek, kart pracy. 

 

Raz na tydzień, w niedzielę, drukuję plan lekcji na cały tydzień. W ten sposób Jasiek wie jakie lekcje ma zrobić którego dnia. Po wykonaniu zadanie 'odhaczamy' i już.



Program ten jest również bardzo pomocny w sporządzaniu sprawozdań na koniec roku szkolnego. Mogę wydrukować listę zrobinoych lekcji w danym przedziale czasowym:



Teraz planuję lekcje jedynie dla Jasia. Zosia ma tak nieunormowany czas zajęć, że trudno cokolwiek dla niej planować. Ania z kolei jest jeszcze mała i wystarczy jak powiem jej co ma zrobić gdy widzę, że sama nie może się zdecydować. 
Jaś lubi wiedzieć ile i jakie lekcje ma do zrobienia danego dnia. Dlatego bardzo ważne jest dla niego posiadanie planu zajęć. Bez planu cały dzień jest zmarnowany, niczego właściwie nie mogę od niego wyegzekwować.
Planując lekcje na cały tydzień muszę również przygotować wszelkie wydruki, pomoce, karty pracy by nie robić tego w dniu, w którym mają być użyte (cały dzień mi się wtedy rozwala). Muszę również wziąść pod uwagę dodatkowe wyjścia, np na wystawę, by przygotować dzieci i siebie na zwiedzanie i by zostawić później trochę czasu na sprawozdanie z wystawy czy wycieczki.

Homeschooling a prowadzenie domu:
Nie cierpię bałaganu! Nie znoszę brudu! Porządku i czystości wymagam też od dzieci. Wieczorem, oprzed pójściem spać, wszystko ma być podniesione z podłogi, biurka sprzątnięte. Często ubranie na następny dzień przygotowane. W ten sposób nie muszę zaczynać dnia od sprzątania. 
Mamy duże dwupoziomowe mieszkanie (200m2), więc powierzchni podłogowej jest sporo. Mamy też psa, więc rano wszędzie jest pełno kłaków i piachu (na parterze, bo na piętro pies nie wchodzi). Rano włączam robota-odkurzacz i po pół godzinie, bez nakładu pracy mam czystą podłogę. 
Śniadania dzieci robią sobie same - różne płatki z mlekiem, gofry, tosty, lub też chińskie placki (to specjalizacja Jasia). Lunch - kanapki, jakaś zapiekanka makaronowa, ryż z dodatkami, naleśniki, placki, pierogi (z zamrażalnika). Dinner, czyli obiado-kolację, jemy czasami w restauracyjkach (gdy jesteśmy akurat wieczorem w mieście). Gdy gotuję w domu (4-5 razy w tyg.), to nie może mi to zając dłużej niż godzinę (od wejścia do kuchni, do postawienia jedzenia na stole). Jeśli coś musi się dłużej gotować, dusić, to przygotowuję to w czasie gdy dzieci jedzą lunch. 
A kiedy robię zakupy? Nie częściej niż raz w tygodniu, często raz na dwa tygodnie. Na bieżąco uzupełniam jedynie owoce i warzywa. Sami pieczemy chleb (w maszynie do pieczenia chleba).
Prasowanie - wieczorami, gdy młodsze dzieci śpią. Zosia prasuje swoje ubrania.
Raz w tygodniu przychodzi Filipinka, która porządnie myje mi podłogi i łazienki (3), a także okna. Szczerze powiedziawszy, to zatrudniamy ją głównie by jej pomóc finansowo, bo i bez niej dałabym radę.

14 comments:

  1. Bardzo bardzo ciekawy wpis, niesie w sobie tyle informacji, że chyba jeszcze kilka razy będę musiała go przeczytać, dziękuję :D I podziwiam - taki rozstrzał wiekowy jest bardzo trudny do ogarnięcia, naprawdę podziwiam :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na pewno łatwiej jest uczyć dzieci bliższe wiekowo, ale taki rozstrzał też ma swoje plusy - starsze mogą uczyć młodsze, młodsze uczą się same obserwując starsze :-). Pozdrawiam.

      Delete
  2. Doroto, dzieki wielkie za ten wpis! U nas poki co wszystko rozstrzelone, ale po wakacjach, na nowym juz lokum, bedziemy musieli sie 'na powazniej' wziac za nauke N. Twoj wpis na pewno bardzo mi pomoze w planowaniu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieszę się, że ktos może skorzystać na moich doświadczeniach. Ja sama długo dochodziłam do tego, co najlepiej będzie działać w naszej szkole domowej. Było wiele mniej lub bardziej udanych podejść :-)

      Delete
  3. Brak egzaminów na pewno pozwala na większą swobodę i zdejmuje ciężar odpowiedzialności z matki (że w tej chwili dziecko musi umieć konkretne to i to), ale pewnie ma też i wady. Jakie?

    Bardzo, bardzo dziękuję za odzew!
    Dwa lata temu podpytywałam kilka rodzin o dłuższym stażu ED niż ja, czy planować, jak planować, czy oni planują, jak w ogóle oni to robią i żadna (powtarzam żadna) z rodzin nie dała mi tak wyczerpującej odpowiedzi, jak Ty. Właściwie wywnioskowałam, że trochę im się samo robi, co mnie - osobie zadaniowej - nie odpowiada. Jedna z matek dała przepis na planowanie "przerabiania" podręcznika strona po stronie, co też mi nie odpowiada.
    No i tak się trochę miotałam...
    Jeszcze raz wielkie dzięki! :-)

    No i życzę powodzenia :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Brak egzaminów, to według mnie same plusy. Więcej czasu na skoncentrowanie się na przedmiotach interesujących dzieci, mniej stresu (bo nie każdy lubi być przepytywanym). Nasze dzieci, pomimo braku oficjalnych testów czy egzaminów, mają okazję "wykazania" się swoją wiedzą. Ponieważ każde dziecko uczące się w domu jest przypisane do konkretnej klasy w szkole rejonowej, to mogą chodzić do szkoły na wybrane zajęcia i imprezy (dzień sportu, wycieczki), mogą również, w uzgodnieniu z nauczycielem, robić w klasie prezentacje z materiału, którego uczą się w domu. Moim dzieciom bardzo odpowiadała właśnie taka forma "pokazania się".
      Nie wyobrażam sobie edukacji domowej bez planowania. Oczywiście jest unschooling, ale jakoś to nie dla mnie. Niby że dziecko samo wie czego ma się uczyć, ale ... wtedy na pewno nie tknie niektórych zagadnień, a ja wolałabym jednak by "liznęło" przeróżnych dziedzin (nawet tych, których ja sama nie lubię, lub nie czuję się na siłach uczyć).
      Sił, wytrwania i powodzenia!

      Delete
    2. Mnie idea unschoolingu nie przekonuje i też sobie nie wyobrażam braku planowania (zwłaszcza że nas jednak obowiązują egzaminy).
      W tym roku naukę planuję głównie jednodniowo, ale ogólne wytyczne też mamy: historię chcemy zaliczyć wtedy, polski wtedy, a komputery na końcu. Organizowanie zajęć dla różnych grup w domu (z różnymi prowadzącymi) też wymaga planowania (ba, także pilnowania innych rodziców). Bez planowania się nie da, chociaż przyjmuję do wiadomości, że niektóry jednak to umieją ;-)
      Super, że Twoje dzieci mogą się wykazać / zaprezentować inaczej.
      Sił - właśnie! Dzięki :-)

      Delete
  4. Podziwiam Cię za taką organizację.

    ReplyDelete
  5. Ukłony w Waszą stronę. Podziwiam planowanie, zaangażowanie i poświęcenie rodziców. Niemniej uczycie rzeczy bardziej przydatnych niż te narzucone w szkołach, gdzie niektóre wołają o pomstę do nieba i dzieciaki stosują tylko zasadę 3Z zakuć-zdać-zapomnieć. Wasze dzieci na pewno rozumieją co im tłumaczycie (robicie to zapewne do skutku) a nie gonią na oślep z materiałem, gdzie ważne, że w klasie rozumieją trzy osoby - reszta nie musi.

    ReplyDelete
  6. Dorota wiele razy juz pisalam, ale napisze raz jeszcze - Uwielbiam Cie!!! Twój blog to prawdziwa inspiracja! My w ED jestesmy dopiero od wrzesnia. To dopiero zerówka (Zara skonczy 5 lat w kwietniu), wiec obie uczymy sie jak to wszystko zorganizowac. Uwielbiam planowac. Uczymy sie tematami - przykladowo gdy rozmawiamy o Austalii to robimy to "ze wszystkich stron" - geografia, biologia, czytanie, matematyka i co tam nam jeszcze przyjdzie do glowy. Materialy staram sie drukowac dzien wczesniej. Mieszkamy w UK, wiec u nas tez nie ma egzaminów. Bardzo mi sie podoba Twoja "klasa", chcialabym miec takie pomieszctylko do nauki. Niestety u nas nie ma na to miejsca, wiec to glownie stól w salonie sluzy nam za miejsce nauki. Dziekuje za ten wpis.

    ReplyDelete
  7. Dziękuję za inspirujący wpis. Jak widzę, bez planowania nie jest dobrze, oj nie... ;-)

    ReplyDelete
  8. Doroto, napisałaś:
    "Gdy gotuję w domu (4-5 razy w tyg.), to nie może mi to zając dłużej niż godzinę (od wejścia do kuchni, do postawienia jedzenia na stole)."
    To ja teraz ślicznie proszę o sprawdzone przepisy na szybkie dania, takie nie dłuższe niż godzina, albo nawet pół godziny :-)
    Bardzo, bardzo ślicznie proszę i obiecuję dozgonną wdzięczność :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszelkie makarony - spaghetti bolognese, a la carbonara, z kurczakiem i brokułami; tzw. meatloaf, kotlety schabowe lub z kurczaka, pieczone udka kurczaka; naleśniki, placki z jabłkami, zupy (głównie pomidorowa i jarzynowa - jarzyny mrożone, bo przynajmniej nie muszę obierać i kroić). Do tego sałatki, które dzieci pomagają zrobić. Nakrycie do stołu też pozostawiam dzieciom.
      Jak widzisz nasze obiady są proste, nic wymyślnego. Prawie zawsze są jednodaniowe, czasami do słodkich naleśników czy placków podaję zupę.
      Na weekendy pozostawiam trochę bardziej pracochłonne dania - lasagne, risotto, kotlety mielone/pulpety, pieczeń itp. Jeśli robię gulasz, lub coś innego co wymaga duszenia, to rano lub w czasie lunchu wszystko kroję i nastawiam duży gar by mieć na kilka dni lub do zamrożenia.
      W domu nie gotuję chińszczyzny :-)
      Jak widzisz są to proste dania i przy pomocy dzieciaków szybciutko "załatwiam" obiady :-)
      Pozdrowionka!

      Delete
    2. Zanotuję może się przyda :-)
      Dzięki :-)

      Delete