Friday, January 30, 2015

Kim jest pan Zbigniew Stanisławski

Do niedawna nie miałam pojęcia o tym kim jest pan Zbigniew Stanisławski. Nie ma go w polskiej Wikipedii, na stronie Filmweb tyle co nic o nim. Trochę więcej jest po angielsku na IMDb.

Na pewno dalej bym nie wiedziała kto to taki, gdyby nie dziewczyny (i chłopak) z Klubu Polki na Obczyźnie. Tak się jakoś złożyło, że któraś z dziewczyn wpadła na pomysł przesyłania sobie laleczki pomiędzy wszystkimi chętnymi zrzeszonymi w Klubie. Z kolei inna z dziewczyn, w mniej więcej tym samym czasie, natknęła się na felieton o panu Zbigniewie Stanisławskim, polskim animatorze, reżyserze, scenografie filmów animowanych. Oto link do tego krótkiego i przejmującego felietonu (proszę przygotować sobie chusteczki na otarcie łez):



I tak się zaczęło. 
Dalej wydarzenia potoczyły się niezmiernie szybko. Magda Fou - założycielka Klubu Polek, szybciutko wydziergała na szydełku dwóch wspaniałych chłopaków - Bolka i Lolka.

Bolek i Lolek by MFouDesign


Dziewczyny i chłopak równie szybciutko zgłosili się do wielkiej podróży Bolka i Lolka. Chłopcy okrążą Ziemię, odwiedzając 6 kontynentów (niestety nikt ze stacji arktycznej na Antarktyce się nie zgłosił). Oto ich trasa:

 http://1.bp.blogspot.com/-EyyikvTpr7s/VMeLrorIMnI/AAAAAAAAB50/Yunkqz-TE8c/s1600/10946059_10203627430835998_2004246305_o.png

W czasie każdego postoju będą sobie pstrykać zdjęcia, z których powstanie księga podróży. Będą również wysyłać pocztówki do Toli w Polsce. 
Ich podróż zakończy się w Polsce, gdzie zorganizowana zostanie licytacja chłopaków, Toli i albumu/księgi, dochód z której zostanie przeznaczony na nowy film animowany autorstwa pana Zbigniewa "Planeta Wyobraźni".

Podróż będzie długa, można ją będzie śledzić w następujących mediach społecznościowych:
Displaying 10947721_10204539822049766_1419563198_n (1).png

Thursday, January 29, 2015

Dzień Ani. Ania's day.

Kolejny dzień tylko z Anią w domu. Sporo udało nam się dzisiaj zrobić.

Było i kolorowanie znaków chińskich, i matematyka, i czytanie po angielsku.
Było granie w Grzybobranie i Leśny wyścig, a także rysowanie zwierząt i kolorowanie dużej żyrafy.
Nie zabrakło również słuchania opowiadania po angielsku i CD z zajęć muzycznych.
Po południu byłyśmy na długim spacerze z psem, a po nim Ania spędziła chwilę przed komputerem.


Click to play this Smilebox newsletter


Wednesday, January 28, 2015

Nauka czytania w kilku językach naraz

Już kilka razy w grupie Dwujęzyczność dziecięca na Facebook'u padło pytanie jak nauczyć dzieci czytać w kilku językach. Od czego w ogóle zacząć? Którego afabetu uczyć najpierw? Czy uczyć kursywy, czy nie? Czy najpierw litery drukowane czy pisane?

Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami w nauczaniu czytanie i pisania po polsku, angielsku i chińsku. Zaznaczam - nie jestem żadną specjalistką, nie znam żadnych badań naukowych na ten temat. To co chcę opisać, to moje prywatne doświadczenia zebrane w czasie nauczania trójki moich dzieci.

Każde dziecko jest inne, każde uczy się w innym tempie i nie każdemu będzie odpowiadać dany sposób nauki. Nawet wśród mojej trójki nie ma żadnego pobobieństwa, dlatego do nauki każdego miałam indywidualne podejście. Postaram się jednak wszystko zebrać razem i jakoś ujednolicić.

Zaczynamy naukę liter.
Większość liter fonetycznie wymawia się tak samo i po polsku i po angielsku (aaa-b-d-eee-f itd.). Od tych liter zawsze zaczynam. Nie uczę nazw liter (letter names - a=ej, b=bi, c=si itd.), nie mówię też po polsku a-be-ce-de-e-ef-gie. Zawsze fonetycznie!
Gdy te literki są już opanowane, to brnę :-) dalej i dodaję resztę liter bez polskich znaków diaktrycznych (czyli kreseczek i ogonków).
Przeważnie na tym etapie mówię już dziecku, że w Polsce babcia i dziadek czytają tę literkę tak, a po angielsku czyta się ją tak. Nawet mój bardzo oporny w nauce liter i czytania syn, to zrozumiał i nie mylił się.
Na koniec dodaję litery z ogonkami i kreseczkami :-) .
Zapytacie w jakim wieku wprowadzam litery? Jak już pisałam każdemu dziecku w innym - Zosia miała niecałe 4 lata jak zaczęła wykazywać zainteresowanie literami, Ania trzy latka, a Jaś ... 6-7 lat.
Jak uczę liter? Możecie o tym poczytać po angielsku TUTAJ.

Kursywa vs litery drukowane vs pisane
Z Zosią i Jasiem zaczynałam od normalnych (podkreślam - n o r m a l n y c h) małych liter, a nie polskich czy amerykańskich pisanych czy też jakiś innych liter pisanych czy kursywy. Z Anią zaczęłam od liter drukowanych.
Dlaczego tak a nie inaczej? Znowu nastąpiło to w wyniku obserwacji moich dzieci. Ania była dużo młodsza, a więc jej małe ruchy motoryczne rączki dopiero się wykształcały, nie były jeszcze dość dobrze wyćwiczone by pisać okrąglutnie małe literki. Dużo łatwiej było jej z dużymi kanciastymi literami. Zosia i Jaś byli już starsi, więc nie mieli problemu z zaokrąglaniem liter.

Nie wprowadzałam ani polskich ani amerykańskich liter pisanych czy też kursywy, bo uważam to za przeżytek (sorki, jeśli jesteście innego zdania). Może i ładnie te litery wyglądają, ale kto teraz tak pisze? Ile razy list zaadresowany polskim pismem pisanym szedł na Tajwan dłużej niż zaadresowany "normalnie"? Obcokrajowcy często nie są w stanie nas rozczytać! Pisane H, F, T ... Amerykańskie litery pisane też nie są dla wszystkich czytelne.

W późniejszym wieku i Zosia i Jaś eksperymentowali z różnymi rodzajami pisma. Nawet teraz Zosia robiąc notatki na wykładach pisze w różny sposób - raz drukowanymi, raz kursywą. Nie widzę w tym nic złego, każde z nas ma inny styl pisma. Grunt żeby pismo było czytelne.

Ania po poznaniu drukowanych liter szybko do nich "dopasowała" małe litery. Nie miała z tym żadnego problemu. Od czasu do czasu proszę ją o zrobienie ćwiczenia, w którym układa litery w pary: mała-duża, lub pokazuję jej jakiś wyraz napisany drukowanymi literami i proszę o napisanie go małymi literami lub odwrotnie.

Nauka czytania
Od którego języka zacząć? Krótka odpowiedź - to zależy - zależy od tego np czy w kraju zamieszkania wymagana jest od dziecka rozpoczynającego edukację szkolną znajomość alfabetu danego kraju. Jeśli nie, to spokojnie możemy poczekać aż dziecko nauczy się czytać w szkole.
Moje dzieci nie chodzą do szkoły, więc wybór i decyzja należały do mnie.

Na samym początku ważna jest zabawa we wsłuchiwanie się w wyrazy wypowiadane przeze mnie. Na czym ona polega?
Mówię jakiś łatwy trzyliterowy wyraz, np dom.
Zadaję pytanie: "Co słyszysz na początku wyrazu?"
Jeśli dziecko odpowie "d", to pytam się dalej: "Co słyszysz po d". I powtarzam wyraz.
Jeśli odpowiedź jest poprawna, to kontynuuję: "Dom. Co słyszysz na samym końcu?". "m"
Jeśli jednak dziecko nie odpowie poprawnie, a powie np, że na początku wyrazu słyszy "t", to mówimy: "tom, czy na pewno? D o m."  Itd.
Dzięki tej grze będziemy wiedzieć czy dziecko rozróżnia poszczególne głoski i czy umie dzielić wyrazy na głoski. Jest to bardzo ważna umiejętność przy nauce pisania i czytania.

Naukę czytania zaczęliśmy od prostych trzyliterowych słów angielskich (tzw CVC, czyli consonant-vowel-consonant, spółgłoska-samogłoska-spółgłoska). Gdy dzieci były już "oczytane"z tymi wyrazami, dodawałam polskie trzyliterowe wyrazy (kot, dom, but, por, tor, las itd). Na tym etapie dziecko wielojęzyczne rozróżnia już języki, więc nie będzie mylić polskich i angielskich wyrazów.

Pisanie i ortografia
Oczywiście może się zdarzyć, że zamiast kot dziecko napisze cot, albo zamiast szafa, shapha, ale to już późniejszy etap edukacji piśmienno-czytelniczej :-). W takich przypadkach ważne jest by zachęcić dziecko do czytania po polsku, najpierw może to byc wspólne czytanie, a później już samodzielne. Wierzę, że dzięki czytaniu można nauczyć się poprawniej pisać, a także wzbogacić słownictwo w danym języku.
Zosia, jak była młodsza, to połykała książki - 10 ksiąg tygodniowo to było dla niej nic. Dzięki temu jej słownictwo polskie jak i angielskie nie ustępuje równieśnikom jednojęzycznym. Z ortografią i gramatyką też nie ma najmniejszych problemów.
Jaś zaczął sam czytać dużo później i nadal preferuje książki po angielsku. Staram się podrzucać mu książki po polsku o interesującej go tematyce - a więc teraz są to książki o II wojnie światowej i książki przygodowe, detektywistyczne.

O naszych materiałach do nauki czytania po polsku możecie poczytać TUTAJ.

Nie napisałam nic o nauce czytania i pisania po chińsku, ale to jest już zupełnie inna rzecz. Brak
alfabetu nie ułatwia tej nauki. Wszystko zależy od pamięci, trzeba zapamiętać tysiące znaków - wymowę, ton, kolejność kresek przy pisaniu no i znaczenie. Nie jest to łatwe ...

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to proszę napiszcie. Tylko pamiętajcie: nie jestem ani lingwistką, ani polonistką czy anglistką. Jestem mamą trójki trójjęzycznych dzieci, nauczycielką Montessori i tzw reading therapist.

Dzień czterolatki w domu

Co czterolatka robiła w domu cały dzień? 
Czym się sama zajmuje, a co ja z nią robię?
Czy ucząc Anię w domu cały czas wymyślam jej zajęcia?

Często słyszę te pytania i dlatego postanowiłam przyjrzeć się z bliska dniu czteroipółletniej Ani, spędzonemu w domu z mamą (czyli ze mną). Oczywiście nie uwieczniłam na zdjęciach wszyskich zajęć Ani, bo musiałabym nic innego nie robić tylko pstrykać zdjęcia. :-)

Rano zawsze jest w domu coś do uporządkowania, odłożenia, więc zanim dotarłam do naszej klasy włączyłam Ani CD z muzyką z jej zajęć umuzykalniających:

Porozmawiałyśmy również o instrumentach i różnych rytmach w muzyce.

Następnie przeszłyśmy do uzupełnienia naszego dzienniczka dwoma nowymi wpisami (napisałam daty i słowa na oddzielnej kartce, a Ania patrząc się na nie przepisała na swoją kartkę):

Na obrazku widzimy wysoki wodospad,
mały pociąg (którym się przejechaliśmy) i kwitnącą wiśnię.

Nie wiem dlaczego Jaś jest większy od Zosi.
Ania zrobiła duży postęp w rysowaniu postaci -
ubrała je, dorysowała im palce i stopy.

Następnie był czas na kolorowanie, jedno z ulubionych zajęć Ani:


I układanie papierowego puzzle, które należało również przykleić na kartkę:


Czas na coś poważniejszego - czytanie po angielsku. Ania uwielbia tę książeczkę i codziennie czyta mi na głos 2-3 strony.


Trochę matematyki:


I na zakończenie ślęczenia przy stoliku - wydzieranka/wyklejanka (ta praca zajęła Ani bardzo dużo czasu - chyba ponad godzinę):


Powyższe prace nie były robione jedna za drugą! Pomiędzy jedną a drugą pracą Ania mogła robić co jej się podobało, tak więc oglądała książeczki, bawiła się z psem, nakrywała do stołu, bawiła się pacynkami (wszystko to bez mojego udziału).
Byłyśmy również na prawie godzinnym spacerze z psem. 




I to chyba wszystko. Pamiętam, że Ania jeszcze coś sama rysowała i pisała, bawiła się kartami z literami układając wyrazy (szczególnie upodobala sobie wyraz Mexico). 

A co robią Wasze trzy-, cztero- i pięcioletnie pociechy? Napiszcie.

Monday, January 26, 2015

Ameryka Północna, Jazz, instrumenty muzyczne i nie tylko

Czas na kolejny wpis z cyklu "Dziecko na Warsztat dookoła świata".
Tym razem wybieramy się do Ameryki Północnej i zajmiemy się przede wszystkim muzyką i instrumentami z tego kontynentu.

Temat w tym miesiącu wyjątkowo nam przypadł do gustu, a nawet wkomponował się w naszą edukację domową.
W jaki sposób?
Otóż od kilku miesięcy Jaś dogłębnie studiuje historię i geografię Ameryki Północnej.
A dlaczego?
Zapraszam do zaglądnięcia na inną stronę mojego bloga, by się dowiedzieć co skłoniło nas do zajęcia się USA (i nie tylko).
A co z muzyką zapytacie?
Muzyka w naszym domu gości na codzień. Zosia słucha tej najpopularniejszej z najnowszych list przebojów, a Jaś z kolei zagłębia się w zupełnie inne rodzaje muzyki - muzykę klasyczną i ... jazz, Ania słucha zaś wszystkiego poza muzyką dla dzieci (tak już jest jak się ma starsze rodzeństwo, które nie pozwala włączać tego na czym sami się wychowali (zapomniał wół, jak cielęciem był).

A więc do dzieła!

Tym razem na pytanie "gdzie leży Ameryka Północna?" padła bezbłędna odpowiedź Ani (palcem po globusie). Ania dodała również: "to tu, gdzie urodziła się Zosia!" Tak, tak najstarsza latorośl jest z urodzenia Amerykanką. Po chwili Ania dodała również: "i gdzie mieszka Euna i Liddie, i Euna tata i mama i Julian, i Drew". Tak, to są nasi znajomi Amerykanie, którzy nas odwiedzili w ciągu ostatnich kilku miesięcy. (Trzeba przyznać, że Ania ma niesamowitą pamięć do imion.)




Geografii uczymy się po angielsku.
Ułożyłam Ani nazwę kontynentu małymi literami, a ona miała za zadanie znalezienie dużych liter i ułożenie tego samego napisu.




Kontynuujemy pracę nad naszymi plakatami kontynentów: wyszukujemy naklejki związane z Ameryką Północną - zwierzęta, budowle itp. - i dekorujemy nimi plakat.





Oglądnęłyśmy również zdjęcia z naszego montessoriańskiego folderu Ameryki Północnej.


Czas na część muzyczną.
Znalazłam na stronie Helpful Garden  angielskojęzyczne, trzyczęściowe karty instrumentów muzycznych, wydrukowałam je i zalaminowałam. 

Pokazałam Ani które instrumenty wywodzą się z Meksyku i Ameryki Środkowej.
Spośród mnóstwa kart Ania miała wybrać pasujące do tych, które ja ułożyłam.



Nadszedł w końcu czas na własnoręczne zrobienie istrumentów muzycznych. 
Kilka miesięcy temu zrobiliśmy rainstick. Możecie o tym poczytać TUTAJ.
Tym razem zabrałyśmy się za zrobienie marakasów. Na zdjęciach dokładnie widać jakie materiały sa potrzebne i jaki jest proces wykonania marakasów.




Ani spodobała się również fletnia pana i chociaż jest to instrument bardziej południowo-amerykański, to postanowiłyśmy również ją zrobić.


A oto wszystkie nasze instrumenty:



Zapraszam do wysłuchania Ani grającej na własnoręcznie zrobionych instrumentach:

 

 Czytacie jeszcze?

Teraz czas na projekty Jasia. Jak pisałam, Jasiek od kilku miesięcy studiuje hisorię i geografię Ameryk.
Oto niektóre z jego kart pracy:

Jaś postanowił zrobić karty każdego ze stanów USA.
Podróżnicy
Inne postacie historyczne
związane z początkami USA.
Szczepy indiańskie

Na koniec zostawiłam coś, z czym Jaś uporał się w zadziwiająco szybkim czasie - lapbook (czy też po prostu projekt) o jazzie, jego ulubionym gatunku muzycznym.









Na zakończenie Ania rownież poznała jazzowe instrumenty muzyczne:



Jeśli lubicie jazz, to zapraszam do wysłuchania Jaśka:

Od 4:00 (czwartej minuty): 

 

A co działo się u innych uczestniczek "Dziecka na warsztat"? Zobaczcie sami:

Friday, January 23, 2015

CVC words exercises and Phono-Graphix

In my previous post about CVC (consonant-vowel-consonant) words I wrote about CVC word lists.

This time I would like to show you what are the other exercises Ania has done with these three-letter words.


The materials I am using are from Phono-Graphix reading method, but they can be easily made at home. Years ago I finished a course in this method and got certified as a reading therapist. While working in  a Montessori School in England I used Phono-Graphix to teach reading. Now I have pulled out my old materials to teach Ania.

Materials needed:
  • picture cards
  • letter cards
  • glue
  • pencil
  • notebook
Ania likes cutting with scissors so I let her cut the letters out by herself. 
She arranged the letters to form words corresponding with the pictures and glued them in her notebook. (Doing it in a special notebook instead of just a piece of paper, makes it look more important for the child).




Next exercise involved writing the words down.


On a different day I asked Ania to copy the words in upper and lower case letters and also to copy a sentence. She truly enjoyed it. Looks like my youngest one loves writing!



Come back for more ideas on CVC words exercises!

Tuesday, January 20, 2015

Na narty czas!

Zima zawitała w inne zakątki świata już jakiś czas temu. Na Tajwanie jednak zimy ... brak. Temperatura jest zawsze dodatnia, rzadko kiedy spada poniżej 8 stopni C (w wysokich górach owszem, zdarzają się niższe temperatury, ale tam nie mieszkamy). Gdy tylko wysoko, wysoko w górach poprószy śnieg, od razu tłumy ludzi jadą nacieszyć się 1cm białego puchu. W górach robią się korki samochodów! Zupełne szaleństwo!

Cała nasza rodzinka kocha zimę, śnieżną zimę i dlatego co roku wyruszamy z Tajwanu w poszukiwaniu śniegu. Przeważnie znajdujemy go w pobliskiej Japonii. Tam śniegu jest w bród. 

Jeśli chcecie poczytać (po angielsku) gdzie byliśmy w poprzednich latach zapraszam TUTAJ.

W zeszłym roku Zosia i Jaś wyjechali sami na miesiąc do Japonii. Zosia jako instruktorka narciarstwa dla tajwańskich dzieci, a Jaś w roli Zosi pomocnika. Zapraszam TUTAJ do poczytania (również po angielsku) relacji Zosi z tego pobytu.

Dzisiaj wyprawiliśmy Zosię i Jasia na kolejny sezon narciarski w Japonii. Tym razem Zosia wyjechała na dwa miesiące, znowu będzie uczyć jazdy na nartach, ale tym razem nie tylko dzieci. Już za kilka dni będzie dawać prywatne lekcje jednaj z najpopularniejszych prezenterek TV/piosenkarek/aktorek tajwańskich, Little S (小S).

Jaś z kolei będzie pomagać w wypożyczalni sprzętu snowboardowego, a wieczorami umilać gościom czas grając na saksofonie i na pianinie.

Kilka dni w tygodniu dzieci będą rownież uczęszczać na lekcje języka japońskiego. Mają też za zadanie zrobić kursy na Coursera (każdy swój) i robić matematykę na Khan Academy.

Jak więc widzicie czas będą miały wypełniony, na pewno nie będzie się im nudzić, ani nie będą mieć czasu tęsknić.

Ania i ja mamy dolecieć do nich na początku lutego i pobyć z nimi miesiąc. Tim również ma do nas dołączyć na kilka dni (szkoda, że nie na dłużej). Jaś wróci ze mną na Tajwan, a Zosia zostanie dłużej by przygotować się do egzaminu na instruktora snowboardu i oczywiście by zdać egzamin.

Thursday, January 15, 2015

Addition with stickers

Math should be fun, right? 
That's why I decided to use stickers to do some addition exercises with Ania. 

Exercise 1:
I prepared a worksheet with simple addition problems (up to 10).
Ania was supposed to place the correct number of stickers underneath and count all of them to find out the total.




At the end Ania wrote the sum in the red square.


Exercise 2:
In the next exercise I placed the stickers and Ania was supposed to count them and write the addition problem in the squares provided:



Through these two exercises I wanted to introduce Ania to the mathematical notation of addition - the plus and the equal signs.
Ania enjoyed the exercises a lot.