Monday, October 27, 2014

O pewnym tajwańskim malarzu



Czas na drugi wpis w drugiej edycji "Dziecko na Warsztat". Tym razem tematem przewodnim jest 

wybitna lub znana osoba 

kraju, w którym się mieszka, czyli w naszym przypadku Tajwanu.

Nie musieliśmy daleko szukać - tak się składa, że w rodzinie mojego męża jest kilka wybitnych osobistości zarówno w świecie polityki jak i kultury, a i my sami (szczególnie moja najstarsza córka, Zosia) bywamy rozpoznawani na ulicy, w sklepie, w metrze czy w autobusie.
Zosi zdjęcia olbrzymich rozmiarów "zdobią" niejedną stację metra w stolicy Tajwanu, Taipei.


Jednak nie zamierzam rozpisywać się o mojej córce. :-)

Chciałabym natomiast przedstawić wszystkim postać wybitnego malarza tajwańskiego,


Chen Huikun
(Chen Houei Kuen)
陳慧坤

Zosia i Jaś od najmłodszych lat spotykali tego "pana" wiele razy z okazji różnych zlotów rodzinnych. Byli jednak za mali by zdawać sobie sprawę z tego kim ten "pan" jest. Podziwiali jedynie jego wiek, miał 100 lat.
Dzięki temu warsztatowi udało mi się przybliżyć postać Chen Huikun 陳慧坤 moim dzieciom. Niestety nie jesteśmy teraz na Tajwanie, więc nie możemy porozmawiać z tajwańskim dziadkiem na temat jego kuzyna. Jednak przed wyjazdem dokładnie przeglądnęliśmy olbrzymi album z reprodukcjami obrazów Chen Huikun i tak dowiedzieliśmy się

kim był Chen Huikun 陳慧坤.

Urodził się w 1907 roku na Tajwanie, w małej miejscowości - Longjing 龍井 (Smocza Studnia), z której wywodzi się ród Chen'ów, czyli rodzina dziadka Zosi i Jasia.
Zmarł nie tak dawno, bo w 2011 roku, miał więc 104 lata!

Obrazy Chen Huikun znajdują się w największym muzeum sztuki na Tajwanie, Fine Arts Museum 國立台灣美術館. Chen Huikun był nie tylko znakomitym artystą malarzem, ale również przez ponad 40 lat profesorem sztuki na jednym z tajwańskich uniwersytetów.

Gdy Chen Huikun miał 17 lat postanowił zostać malarzem. W tamtych czasach Tajwan był pod okupacją japońską i by otrzymać artystyczne wykształcenie należało udać się do Japonii. Chen Huikun studiował na słynnej Tokio School of Arts. Był pierwszym studentem, który na egzaminach wstępnych otrzymał najwyższą ocenę 100.
W Japonii zainteresował sią malarstwem zachodnim, a szczególnie impresjonizmem. Jego wielkim marzeniem był wyjazd do Paryża. Jednak dopiero w 1960 roku marzenie jego spełniło się i mógł odwiedzić Francję. W latach późniejszych bywał tam jeszcze wielokrotnie.
Chen Huikun malował głównie obrazy olejne, próbował również innych technik - gwaszu, akwareli i tuszu. Interesował się impresjonizmem, kubizmem, malarstwem japońskim.




Cóż tu dużo pisać ... niech obrazy przemówią same za siebie.


Portrety rodzinne:

Autoportret z żoną

Portret córki, Chen Yuxiu, byłej tajwańskiej minister kultury i znanej pianistki.



Malując tajwańskie pejzaże Chen Huikun posługiwał się różnymi technikami i stylami malarskimi:

碧潭 Bitan (niedaleko naszego domu)



Wybrzeże tajwańskie

Jiufen 九份 (1966) - o tej miejscowości pisałam w ramach poprzedniego warsztatu.



http://archives.lib.ntnu.edu.tw/exhibitions/chenhoueikuen/img/painting/tw/cca100011-fa-egi03861-0001-i.jpg
十分瀑布 Wodospad Shifen (1977)


玉山 Góra Jadeitowa (1972) - najwyższa góra na Tajwanie (prawie 4000 m n.p.m.)
 
野柳 Yeliu (1978) - o tym miejscu również wspominałam w poprzednim warsztacie.

W czasie podróży zagranicznych Chen Huikun uwieczniał również pejzaże miejsc, które odwiedzał.


Alpy (1973)


Tower Bridge w Londynie


Wodospad Niagara (1995)


Chen Huikun malował również kwiaty:





Żałuję bardzo, że dzieci (i ja również) nie zdążyliśmy bliżej poznać tegoo wspaniałego artysty. Jednocześnie dziwię się bardzo, że rodzina męża nigdy o nim nie wspomina. I choć w ciągu ostatnich lat było wiele wystaw poświęconych jego twórczości, nikt nigdy ich nie odwiedzał. Cieszę się, że dzięki temu warsztatowi udało nam się bliżej poznać wujko-dziadka dzieci :-)


Pamiętajcie o odwiedzeniu innych blogów biorących udział w warsztatach.
A następny warsztat już za miesiąc - tym razem będziemy poznawać sztukę Afryki.

24 comments:

  1. Ogromnie mi sie jego obrazy podobają. Twoja córka z resztą też :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też mi się podobają i chętnie bym jeden taki u siebie powiesiła. :-)

      Delete
  2. Jiufen (tytuł obrazu) przypomina mi niektóre prace malarza Niesiołowskiego... :-) Dzięki!!!

    ReplyDelete
  3. Piękne obrazy! Niesamowite mieć kogoś takiego w rodzinie! Zosia zachwycająca.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wielce żałuję, że nie poznałam tego człowieka bliżej ...

      Delete
  4. Cudne obrazy!!! To wielkie szczęście mieć w rodzinie tak wybitnych artystów!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fajnie by jeszcze było gdyby ktoś odziedziczył jego zdolności :-)

      Delete
  5. Wow, piękne! Mnie urzekł ten przedstawiający wybrzeże tajwańskie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wybrzeże tajwańskie w rzeczywistości jest przepiękne, szczególnie po wschodniej stronie wyspy.

      Delete
  6. Piękna córka i piękne obrazy :)

    ReplyDelete
  7. Bardzo ciekawy warsztat. No i pozazdrościć takiej wybitnej rodziny:)! Pozdrawiamy z Mazowsza

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo i również pozdrawiam chwilowo z ... Mazowsza ;-)

      Delete
  8. Czytam kolejno wpisy z Dziecka na Warsztat i właśnie zawitałam do Was i mój komentarz trochę odbiegnie od DnW, ale cieszę się że tu trafiłam, mam sentyment do Azji, mamy tam mnóstwo znajomych w wielu różnych miejscach. Właśnie niedawno wróciliśmy z podróży do Tajlandi (Chiang Mai), która dla mnie i dzieci była pierwszą wizyta w Azji :). Longan podbiło nasze podnieienie:).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zapraszamy więc i do nas, na Tajwan! :-)

      Delete
  9. Kobieta! Pianistka! Ministrem kultury! - to musi być fascynujący kraj ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie ... Szkoda, że w obecnym rządzie nie jest już Panią Minister...

      Delete
  10. Piekny warsztat! A Zosie uwielbiam :) jak zreszta wszystkie Twoje dzieci!

    ReplyDelete
  11. odjęło mi mowę! przepiękne obrazy!!

    ReplyDelete
  12. Dorota - dopiero przeczytałam Twój wpis- tak mi się ostatnio układało nie przed laptopem wcale- ale na szczęście zajrzałam i teraz mam co oglądać! i co czytać - taka rodzinna historia, która zapada w pamięć natychmiast - super! a zdjęcie Zosi - urzeka!

    ReplyDelete