Wednesday, April 24, 2013

Crystal Mining

For the past few weeks Jaś has been nagging me if he could open a "Crystal Mining" kit. For some reason he's always been asking me about it when there was something more urgent, more important to do - like homework, playing piano, saxophone, reading or simply sleeping.
Finally yesterday was the day! He could finally look for his minerals in the block of plaster.

The mining kit all laid out.

First cut and ... we can see the first crystal!

Brushing off the dust.
 


The minerals need a good wash.

All nice and shiny.

This activity will lead us to more discussion about minerals and rocks. We will be reading these two  books:


We will also talk more about fossils as we are learning about dinosaurs and other prehistoric creatures now. Another book from the "Let's-Read-And-Find-Out Science" series is


and also"Fossils Tell of Long Ago", which I still need to find at the local bookstore or library.

Saturday, April 20, 2013

O wielojęzyczności w ... naszej szkole (cz.5)

W naszej domowej szkole, która nie bez powodu została nazwana Babel School, nauka odbywa się prawie równocześnie w trzech językach, polskim, chińskim i angielskim. Wcześniej już pisałam o zrobionych przeze mnie materiałach do nauki języka, które wykorzystywałam, gdy dzieci były małe. Dzieci jednak szybko rosną i równie szybko "wyrastają" z pomocy edukacyjnych dla nich przygotowanych.

Jakich materiałów używam ze starszymi dziećmi?
Książki, książki i jeszcze raz książki, a także audiobooki i DVD. Co roku sprowadzamy z Polski ok.30kg makulatury :-) Wśród książek, które kupujemy są podręczniki, literatura dziecięca i młodzieżowa, a także albumy i poezja. Są zarówno książki, które ja czytałam dziecięciem będąc, czyli klasyka :-) jak i zupełnie nowe pozycje współczesnych polskich pisarzy. Nie kupujemy książek przetłumaczonych z języka angielskigo, gdyż uważam, że lepiej jest czytać je w oryginale. Niestety nasz francuski nie jest na tyle dobry byśmy mogli poczytać w oryginale Mikołajka, Asterix'a, Tin Tin'a czy też Małego Księcia. Tak więc te książki dzieci pochłaniają w tłumaczeniu na polski.

Jaś jest wielbicielem audiobook'ów. Najchętniej spałby ze swoim MP4 i ze słuchawkami na uszach. Jak był mały słuchał wierszyków, piosenek i "Anioła Stróża", później przyszedł czas na bajki i opowiadania z serii Bajki-Grajki. Teraz słucha wielogodzinnych tomów "Pana Samochodzika", "Pippi", "Dzieci z Bullerbyn", "Oto jest Kasia", "Kinga i co z niej wyrośnie" i mnóstwa innych wspaniałych opowieści. Jasiek ma słuchawki na uszach gdy robi matematykę lub ćwiczy pisanie chiśkich znaków, słucha też gdy bawi się Lego lub wychodzi na spacer z psem. Dzięki temu pogłębia słownictwo w języku polskim, a także osłuchuje się z poprawną dykcją aktorów czytających opowiadania.

Dopiero po przyjściu na świat Jasia, czyli jak Zosia miała już 5 lat, rodzina w Polsce zaopatrzyła nas w  kolekcję różnych DVD po polsku. Mamy tego mnóstwo - całą serię bajek, kilka serii Albert Barillé, Pszczółka Maja, Miś Uszatek i inne dobranocki z mojego dzieciństwa, jak i dłuższe filmy dla dzieci - Akademia Pana Kleksa, Bolek i Lolek, Pippi, oraz mnóstwo filmów przyrodniczych ... czego to my nie mamy... Nasza filmoteka rośnie, podobnie jak i biblioteka. Jaś do dziś, a skończył już 10 lat, uwielbia oglądać filmy Albert Barillé, zarówno te o budowie ciała ludzkeigo, jak i o historii czy też o odkrywcach i wynalazcach. (Dziękuję Ciociu serdecznie za te wszystkie filmy!)

W naszej codziennej "szkole" prawie wszystkie lekcje są w przynajmniej dwóch językach. Na przykład, ćwiczenia do matematyki dzieci robią w książkach po polsku, angielsku i po chińsku. Zapisy matematyczne w tych językach różnią się nieco między sobą, a ponieważ sposób formułowania zadań matematycznych jest również inny to dzieci nie nudzą się, rozwiązując w kółko te same zadania.
Zagadnienia związane z biologią, chemią czy fizyką również staram się przedstawić w trzech językach. Zosia robiąc notatki zawsze zapisuje dane zagadnienie po polsku, angielsku i chińsku.

Odkąd tylko dzieci nauczyły się pisać, to ich dzienniki również były prowadzone w trzech językach:
  
Strona z dziennika Jasia.
Wpis do dziennika Zosi po chińsku.
Dziennik Zosi po angielsku ...
... i po polsku (bardzo stary).
 W naszej domowej szkole robimy również dużo projektów związanych z tym czego w danej chwili uczą się dzieci lub czym są zainteresowane. Często projekty przybierają postać trójjęzycznych plakatów:

Uczymy się nazw drzew.
Budowa komórek roślinnej i zwierzęcej
z opisami

Trójjęzyczne podpisy na plakacie o komórkach.
Plakat o rzekach ...
... i o krążeniu wody w przyrodzie.
Fragment plakatu o krążeniu wody.
Lapbook Jasia o ukształtowaniu terenu
i krajobrazach.
Plakat Jasia o kolorach
Plakat o kolorach po otwarciu karteczek.
Jak widzicie gdzie tylko się da, staram sie wprowadzać trzy języki równocześnie. Oczywiście dzieci nie zapamiętują wszystkich słów we wszystkich językach, ale jestem pewna, że coś tam zostaje w ich głowach :-) .

Wednesday, April 17, 2013

O wielojęzyczności i grach planszowych (cz.4)

W naszym domu wszyscy lubimy grać w gry planszowe. Mamy ich mnóstwo i kolekcja się cały czas powiększa. Starych gier nie wyrzucam, gdyż zawsze mam nadzieję, że jeszcze się przydadzą jeśli nie moim dzieciom, to dzieciom znajomych.
Gdy Zosia była malutka zaczęły w Polsce pojawiać się gry firmy Granna. Kilka z nich służyło nam długo jako pomoce w nauce języka polskiego. Oto one:





Zagadki Smoka Obiboka chyba każdy zna. Śmieszne, wierszowane zagadki idealnie nadają się dla wielojęzycznych dzieci, których zasób słów nie jest jeszcze zbyt bogaty. Poszczególne przedmioty dzieci na pewno będą znały, ale sama zagadka może nie być tak łatwa do zrozumienia. Na przykład:
"By zabrzmiała w nim audycja,
drodzy moi,
trzeba najpierw je dostroić."
Dziecko zapewne zna wyraz będący rozwiązaniem tej zagadki, ale czy zna słowa "zabrzmiała", "audycja", "dostroić"?

Lub też:
"Latem w Tatrach na hali
owce swoje pasie.
Na robieniu oscypków
bardzo dobrze zna się."
Oczywiście chodzi o górala, ale czy nasza pociecha wie co to są hale i oscypki? Moża też sprawdzić czy wie jaką nazwę noszą nasze polskie
góry :-).




Zgaduj Zgadula jest bardzo podobna do Zagadek Smoka Obiboka. Pytania-zagadki są jednak trochę łatwiejsze, więc moża w tę grę grać z młodszymi dziećmi.
Oto przykład:
"Mały albo duży,
długi albo krótki,
pasuje do dziurki,
zamka albo kłódki."




Dla trochę starszych dzieci, które uczą się pisać po polsku polecam Quiz Ortograficzny. Ćwiczenia ortograficzne w zeszycie mogą się znudzić, a grając w tę grę możemy szybko stwierdzić z pisownią jakich wyrazów dziecko ma problemy.



Granna wydała również Quiz - Dlaczego koty mają wąsy?  W tej grze możemy sprawdzić wiedzę ogólną dziecka, jak i wiedzę o języku polskim. Wśród pytań znajdziemy na przykład:
"Co to jest żużel?"
"Gdzie leży Wawel?"
"Czy jest jakaś  Szwajcaria w Polsce?
"Jak rozumieć powiedzenie 'szewc bez butów chodzi'?"



Do każdego pytania są trzy odpowiedzi i należy oczywiście wybrać tę poprawną. Ja jednak utrudniam swoim dzieciom zadanie i jeśli uważam, że powinny znać odpwiedź, to nie podaję im odpowiedzi, które są do wyboru. Niech myślą same.


To już wszystkie gry Granny, które są na naszych półkach. Granna wydała jednak jeszcze kilka równie dobrych gier, w które się jeszcze nie zaopatrzyłam. Są to m.in.:
- Quiz zoologiczny - Co krokodyl jada na obiad?
- Quiz - Gdzie raki zimują?
- Quiz o przysłowiach (przydałby nam się bardzo)
- Quiz o cywilizacji
- Quiz - Nasz wiek XX (już nie nasz, ale historię warto znac)
- Łamisłówka - gra podobna do Scrabble
- Państwo, miasto, rzeka - gra w inteligencję (Kto grał w tę grę za młodu robiąc tabelki na kartkach w kratkę? Ręka do góry.)
Omnibus, gra w skojarzenia
Chyba następna paczka z Polski będzie pełna gier :-)


Dla maluchów, które uczą sie literek i literowania, czytania łatwych słówek polecam Alfabet. Litery i układanki tematyczne.




Jaś grał w nią jeszcze rok temu, czyli gdy miał 9 lat. Nie dlatego by nauczył się literek, bo te już znał, ale ... ponieważ miał złamaną prawą rękę i przez wiele tygodni nie mógł pisać. Układanie wyrazów ruchomym alfabetem okazało się dobrym ćwiczeniem dla lewej ręki.

(O innych  sposobach pracy z dzieckiem, które chwilowo nie może pisać pisałam w poście "How to teach a one-armed boy?".)

Tę grę można równie dobrze zrobić samemu (jeśli ma się czas).



Kolejną grą dla młodszych pociech  jest bardzo ładnie wydana gra Abecadło. Jest to gra typu memo, gdzie należy odkrywać pary wyraz - obrazek.






Na koniec znana chyba wszystkim gra Scrabble junior. Są to właściwie dwie gry w jednej. Z jednej strony planszy znajduje się już wydrukowana krzyżówka, do której dzieci muszą dopasować literki, a z drugiej jest łatwiejsza wersja dorosłego Scrabble.



Zdaję sobie sprawę, że gier "językowych" jest w polskich sklepach jeszcze dużo więcej. Ja podzieliłam się tutaj tymi, które znam.
Granie w gry planszowe sprawia nam dużo radości, a jednocześnie dzięki tym grom udaje mi się "przemycić" trochę polskiego słownictwa, ortografii jak i wiadomości o Polsce.

Spring is here!

After many, many weeks of cold and rainy weather, the sun has finally come out. Now it is warmer outside than inside the house. That's why these past two days we decided to take our homework outside and sit a bit in the garden. We used to do that quite often in the previous years, but because of the new construction not far away last year it was impossible to relax outside. Now that the construction is almost finished it is not so noisy.


Learning together geography of the U.S.A.



Bugs also want to learn :-)


Our Pate is also enjoying the warm weather.
Having lessons outside is probably not very productive, but it's much more fun! Kids get distracted by the bugs crawling around, Inu (our dog) running in circles or digging holes and chirping birds.

In summer we usually set up an inflatable swimming pool in the yard and invite other kids to come and play. Can't wait till summer!

Sunday, April 14, 2013

O wielojęzyczności - Materiały do nauki języka (cz.3)

Na Tajwanie zewsząd otacza nas język chiński (mandaryński). Poza nim jest jeszcze język tajwański i hakka, a także kilka języków aborygeńskich. W szkole wszyscy uczą się angielskiego. Większość ludzi na Tajwanie nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że istnieje taki język jak polski. Dlatego też jedynym miejscem, w którym Zosia i Jaś mogą nauczyć się polskiego jest nasz dom.

Od przyjazdu na Tajwan postanowiłam sama zająć się nauczaniem czteroletniej Zosi. Wtedy też zaczęłam przygotowywać materiały do nauki języka polskiego. Większość z nich była "montessoriańska":


Karty do nauki czytania po polsku.
Karty do nauki słownictwa i czytania.
Karty do nauki slownictwa.
Przygotowując materiały do nauki języka polskiego starałam się wybierać słownictwo typowo polskie, takie którego Zosia nie miała okazji używać ani słyszeć ode mnie na codzień. Wiele warzyw, owoców, kwiatów, zwierząt, które w Polsce dzieci znają od najmłodszych lat, na Tajwanie jest zupełnie nie znanych. W ten sposób nie tylko uczyła się nowego słownictwa, ale również poznawała polską przyrodę :-).

Jeszcze zanim przeprowadziliśmy się na Tajwan zaczęłam przygotowywać dla Zosi karty ze słówkami w trzech językach. Rozkładałam je na podłodze obrazkami do góry i prosiłam by mi podała kartę z obrazkiem, którego nazwę podałam jej po polsku, angielsku lub chińsku. Jeśli nie rozumiała, to tę samą rzecz nazywałam w innym języku. I tak się bawiłyśmy ucząc się jednocześnie.


Gdy Zosia podrosła zaczęłam sprowadzać z Polski różne książeczki do pisania, rysowania, czytania. Od najmłodszych lat razem rozwiązywałyśmy rebusy i krzyżówki po polsku. Również teraz, gdy dzieci są już starsze, nadal sprowadzam z Polski książki z zagadkami, łamigłówkami i krzyżówkami. Często są one tematyczne, np geograficzne. W ten sposób staram się wzbogacać słownictwo dzieci a jednocześnie pogłębiać ich wiedzę.

Oto niektóre z książeczek z  łamigłówkami.
W naszej szkole domowej nadal używamy wielu podręczników z Polski. Matematyki uczę dzieci głównie po polsku. Ponadto mamy też lekcje polskiego i historii Polski, ale o tym kiedy indziej.

Thursday, April 11, 2013

Prezi presentations

It's always been a struggle for Zosia to take notes the traditional way - with pen and paper. That's why I've been trying to find new ways for her to organize notes and thoughts. After mind maps (take a look at the posts about Zosia's mind mapping projects) we decided to try something new - Prezi. It's more of an on-line presentation tool than note taking tool, but it seems to work very well for our purpose.
Take a look at the presentations below, the first one is a family tree of a Polish kings' dynasty, Piastowie, the second one is the biography of Pope Francis.





Tuesday, April 9, 2013

O wielojęzyczności - Spotkania z innymi polskimi rodzinami (cz.2)

Gdy Zosia miała 4 lata wylądowaliśmy na Tajwanie i ... całe nasze życie uległo zmianie.

Już nie mieszkaliśmy na neutralnym gruncie, rodzina męża była blisko, przez chyba 9 miesięcy mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu z teściami, babcią i siostrami mojego mężą. Nie powiem, że był to miły i łatwy okres ... Jednak pomimo otaczającego nas zewsząd języka chińskiego (i tajwańskiego) ja nadal uparcie rozmawiałam z Zosią tylko po polsku.

Od razu po przeprowadzce zaczęły się również poszukiwania przedszkola, zarówno dla mnie jako nauczycielki, jak i dla Zosi. Okazało się jednak, że na Tajwanie dzieci (i nauczycielki oczywiście) muszą chodzić do przedszkola 5 dni w tygodniu, od 8:00 do 18:00! Nie mogłam się na to zgodzić, gdyż poza zajęciami w przedszkolu chińskojęzycznym chciałam nadal kontynuować Zosi edukację angielsko i polskojęzyczną. Tak więc chcąc nie chcąc zostałam stay-at-home mom.

Zosia przyjechała na Tajwan rozumiejąc chiński, ale praktycznie w nim nie mówiąc. Nie minęły jednak dwa-trzy miesiące jak zaczęła konwersować w tym języku zarówno z dziadkami i ciociami, jak i z innymi dziećmi. Zaczęła również chodzić na zajęcia taneczne (po chińsku) i muzyczne (po chińsku i tajwańsku).


Szybko też zaczęłam szukać innych polskich lub mieszanych rodzin z małymi dziećmi. Okazało się, że na całej 24-milionowej wyspie jest w sumie około 60-70 osób z Polski! Na szczęście wśród tej grupki Polaków była jedna polska rodzina z dwójką chłopców oraz kilka młodych dziewczyn, których mężowie byli również Tajwańczykami. Nie miały one jednak jeszcze dzieci, bo ... były dużo młodsze. (My jesteśmy najstarszym stażem mieszanym małżeństwem polsko-tajwańskim). Prawie od razu Zosia zaczęła bawić się z chłopcami, a ja zaprzyjaźniłam się z innymi Polkami, których rodziny zaczęły się powiększać. W ciągu półtora roku od naszego przyjazdu, na Tajwanie urodziło się pięcioro "polskich" dzieci, w tym Jaś.

Spotykania Polek na Tajwanie odbywły się kilka razy w miesiącu. Dzieci rosły, a Zosia, jako najstarsza, wcieliła się w rolę starszej siostry dla gromadki maluchów. Wszystkie nasze spotkania odbywały się jedynie w języku polskim. Nasze rodziny razem obchodziły urodziny dzieci, a także spotykały się w czasie świąt pokazując dzieciom, i mężom, jak wyglądają polskie tradycje.

Grupa Polaków na Tajwanie rośnie szybko, teraz jest nas pewnie 200-250 osób. Jesteśmy rozsiani po całej wyspie. Jest coraz więcej rodzin, w których język polski jest językiem przynajmniej jednego z rodziców. Obecnie nasze spotkania nie są równie częste jak to dawniej bywało, ale nadal raz w miesiącu staramy się wyjść razem na lunch lub spotkać u którejś rodziny w domu. Niestety jedynymi dziećmi na spotkaniach w ciągu tygodnia są moje dzieci i bardzo małe maluszki. Reszta chodzi do przedszkoli lub szkół. Kilka razy w roku organizuję jednak mniejsze lub większe spotkania u mnie w domu, na które zjawiają sie całe rodziny. Wtedy dzieciaki mogą się bawić do woli!
W jakim języku dzieci rozmawiają ze sobą? Króluje chiński, to fakt, ale ... ponieważ nie wszystkie dzieci mówią po chińsku (albo oboje rodzice są Polakami, albo drugi rodzic jest z innego kraju niż Tajwan) starsze dzieci, a szczególnie Zosia, starają się konwersować po polsku lub ... angielsku. Po prostu jedna wielka wieża Babel.

Większość rodzin przyjeżdża na Tajwan jedynie na kilka lat. W związku z tym przyjaźnie, które dzieci nawiązują nie są długotrwałe. Jaś za każdym razem bardzo przeżywa, gdy wyjeżdża któryś z jego kolegów. Pół biedy, gdy wyjeżdżają do Polski, gdyż wtedy możemy ich odwiedzać gdy sami jesteśmy w Polsce, gorzej jak przeprowadzają sie do Australii ...

Trzech kolegów - niestety teraz jeden w Polsce,
drugi w Austarlii, a trzeci ... na Tajwanie.
Dwa lata temu Jaś wraz z dwoma kolegami przystąpił do I Komunii Świętej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że był to pierwszy przypadek, gdy polski ksiądz na Tajwanie udzielił tego Sakramentu w języku polskim. Pół roku wcześniej udało mi się przekonać księdza (z tutejszego uniwersytetu katolickiego) by podjął się tego wyzwania. Przez pół roku przygotowywał on trzech chłopców - z których rodzice jednego byli Polakami, a dwóch pozostałych tylko mamy były Polkami. Była to świetna szkoła, nie tylko religijna, ale i językowa dla Jasia.

Polskie dzieci ze Święconkami.

Staram się również organizować polonijne spotkania bożonarodzeniowe i poświęcenia pokarmów w Wielką Sobotę. Mam nadzieję, że w ten sposób przekażę moim, jak i innym dzieciom, choć część polskich tradycji. Według mnie, nie tylko nauka języka jest ważna, ale również wszystko co jest związane z kulturą polską. Przywiązuję do tego dużą uwagę i staram się zaangażować w to inne rodziny.

Saturday, April 6, 2013

O wielojęzyczności w naszej rodzinie (cz.1)

W zeszłym tygodniu filmik na vlogu mojej córki, Zosi, wywołał dość duże zainteresowanie wśród rodzin mających wielojęzyczne dzieci. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się tego.
Kilka osób poprosiło mnie bym się podzieliła moimi doświadczeniami w nauczaniu języka polskiego i w podtrzymywaniu zainteresowania tym językiem u starszych dzieci i młodzieży.
Chciałabym jednak na samym początku zaznaczyć i podkreślić, że sposób w jaki uczę  moje dzieci języka polskiego nie opiera się na żadnych teoriach językoznawczych, lingwistycznych czy też edukacyjnych. Jedyne co mną kieruje to intuicja i głęboka chęć zakorzenienia w moich dzieciach znajomości i miłości do mojego ojczystego języka, kultury, historii i literatury polskiej. Chociaż od wielu lat mieszkam poza granicami kraju, to nadal czuję się w 100% Polką i wszystko co polskie jest mi bliskie.
Zosia z tata w USA

Nasza historia zaczyna sie w połowie lat 90-tych, gdy jeszcze przed zamążpójściem omawiałam z przyszłym mężem przyszłość naszych przyszłych dzieci. Oboje postanowiliśmy, że dzieci będą musiały poznać kulturę i język obu krajów, że żadna ze stron nie będzie faworyzowana i że najlepiej dla nas byłoby gdybyśmy mieszkali w 'trzecim kraju', czyli nie w Polsce, ani też na Tajwanie. Niestety ten ostatni punkt 'naszej umowy' nie za bardzo nam wyszedł, gdyż od 11 lat mieszkamy właśnie na Tajwanie.
Zosia urodziła się w USA. Od samego początku mówiłam do niej po polsku, a mąż po chińsku. Przy czym ja z mężem rozmawiałam po angielsku. Tak jest nadal.
W USA tylko ja i mąż zajmowaliśmy się Zosią. Rodziny nasze były daleko, ja nie pracowałam, więc caly czas poświęcałam jej. Dużo jej czytałam, głównie po polsku i trochę po angielsku. TV był wyłączony.
Gdy Zosia miała dwa lata przeprowadziliśmy się do UK i tam zaczęła chodzić do przedszkola montessoriańskiego. Ja natomiast zaczęłam studiować edukację metodą Montessori. Praktyki miałam w przedszkolu, do którego chodziła Zosia, więc po raz pierwszy oficjalnie zostałam jej nauczycielką.
Nie zmieniło to mojego postanowienia o mówieniu do Zosi tylko po polsku. Gdy do innych dzieci zwracałam się po angielsku, do Zosi zawsze mówiłam po polsku. Na szczęście ani dyrektorka przedszkola, ani rodzice czy też inne dzieci nie mieli nic przeciwko temu, a wręcz podziwiali moją wytrwałość. Zosia odpowiadała mi również po polsku, a innym nauczycielkom po angielsku.
W domu dochodził trzeci język, chiński. Ponieważ jednak mąż większość czasu spędzał poza domem, to Zosi chiński nie miał zbyt dużych szans w porównaniu z polskim i angielskim.
Zosia i dwie tajwanskie kolezanki w UK.

Już w USA wpadliśmy na pomysł znalezienia innych rodzin z Tajwanu lub Polski i zaprzyjaźnienia sie z nimi. Chodziło nam nie tylko o to byśmy my dorośli mieli z kim porozmawiać w ojczystym języku, ale również by Zosia poznała inne dzieci mówiące po polsku lub po chińsku. Ze znalezieniem Tajwańczyków w mieście, w którym mieszkaliśmy nie mieliśmy problemów, gorzej było z rodzinami polskimi. Jedynymi Polakami była stara emigracja powojenna.
Zosia z Jackiem, polskim kolega w UK.

W UK znowu zaczęliśmy szukać znajomych i udało się! Zaprzyjaźniliśmy sie z kilkoma rodzinami tajwańskimi i jedną polską (nadal jesteśmy z nimi w kontakcie). Z polską rodziną spotykaliśmy się co tydzień. Dzieci były w prawie tym samym wieku, bawiły się razem i rozmawiały po polsku. Razem też przygotowywaliśmy i spędzaliśmy święta (malowanie jajek, lanie wosku, robienie ozdób na choinkę itp). W ten sposób dzieci poznawały również polskie zwyczaje.

Co roku jeździliśmy również do Polski na miesięczne wakacje. Zosia poznawała nowe koleżanki i kolegów. Miała kontakt z polską stroną rodziny. (Na Tajwan również jeździliśmy, ale nie tak często). Ja z kolei zaopatrywałam się w kolejne tomy polskiej literatury dziecięcej.

Zosia z kolezanka w Polsce.



 Zosia zaczęła mówić w miarę późno, gdy miała trzy lata znała sporo wyrazów i zwrotów w trzech językach, ale właściwie nie mówiła pełnymi zdaniami. Około czwartych urodzin mówiła już płynnie po angielsku i po polsku, rozumiała też wszystko po chińsku. Tak więc długo, długo nie było nic, a później nagle zaczęła mówić jak najęta. Przez jakiś czas mieszała 2-3 języki w jednym zdaniu, ale w miarę upływu miesięcy coraz lepiej zaczęła rozdzielać te języki.
Od najmłodszych lat wiedziała, że ludzie mówią w różnych językach i że niekoniecznie wszyscy znają te same języki co ona. Często więc pytała się w jakim języku ma mówić do nowopoznanej osoby.

Nasz pobyt w UK dobiegł końca, gdy Zosia skończyła 4 lata. O dalszej drodze do wielojęzyczności w następnym poście.